Powoli rozglądałem się wokoło, próbując dostrzec zwierze, które chciało
mnie doprowadzić do załamania nerwowego. Niby moje oczy nie widziały
nic ciekawego, ale moje wielkie, długie i szpiczaste słyszą więcej, niż
widzą oczy. Wystarczyło się skupić i wyciszyć się. Po jakimś czasie
zacząłem słyszeć ciche i rytmiczne uderzenia. To było serce, pompujące
krew do żył. Jednak jego pracę zagłuszał delikatny i spokojny oddech,
który już raz słyszałem. Dźwięk w moich uszach potwierdzało powietrze
wypełnione różnymi zapachami, w tym zapachem wadery, którą wcześniej
spotkałem. Stała chyba pod wiatr, bo z każdym mocniejszym podmuchem,
czuć było jej zapach coraz wyraźniej. Powoli zacząłem podchodzić, do
źródła zapachu. Trochę mnie zdziwiło, to że jej oddech nie przyspiesza
pod wpływem strachu. Zazwyczaj, jak tropiłem swoje ofiary i znajdowałem
się parę metrów od nich, to słyszałem w ich płucach panikę. Ich serce
przyspieszało, albo wręcz wariowało, a tutaj …. Nic się nie zmieniło.
Stały i jednostajny oddech i rytm. Musze przyznać, że z tego
wszystkiego, to mi przyspieszyło serce. Szedłem coraz ostrożniej, aż
doszedłem do drzewa, z którym ukrywała się wadera. Nie za bardzo mi
odpowiadało mi „wściekłe natarcie”, bo podejrzewam, że jakbym tylko
wychylił łeb w jej stronę, to bym dostał „z pięści w pysk”. Zatem
bezpieczniej było oprzeć się z przeciwnej strony drzewa i milczeć…. Ale
mimo iż nie jestem zbyt rozmowny, to postanowiłem zacząć rozmowę.
-Nawet nie poczekałaś na moją odpowiedź… - Zacząłem, nieruchomo stojąc przed drzewem, za którym stała wadera.
- Odpowiedź na co ? – Zapytała.
- Na twoje wcześniejsze pytanie…. ”czy dołączę ?” – Uśmiechnąłem się sam
do siebie. – Przyznam, że uciekłaś, zanim zdążyłem się zastanowić.
- A teraz się już zastanowiłeś ? – Powiedziała chłodno.
- Nie lubię podejmować pochopnych decyzji, wolę rozejrzeć się tutaj trochę…. – Przyznałem.
Michelle ? Brak pomysłu xd