- Dobra - mruknął i zaczął iść. Dogoniłam go i zaczęłam prowadzić, po jeszcze dzikich terenach watahy. Rozejrzałam się wokół, w razie niebezpieczeństwa. Na szczęście nikogo zagrażającego naszej watasze nie było.
* Po dobrych piętnastu minutach *
Pokazałam mu mniejszość terenów. Cóż, w takim krótkim czasie nie pokaże mu wszystkiego, a jeszcze przedrzeć się przez te gąszcze...
- Zastanowiłeś się już? - zapytałam z lekką niecierpliwością.
Viseryon? Sorry, że krótkie i tak długo odpisywałam :<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz