Spacerowałam przez las już, przez dłuższy czas. Nie wiedziałam, kiedy w
końcu skończy się ta okropna zieleń. O wiele bardziej przypadły mi do
gustu szare bloki miast. Tam przynajmniej mogłem się schować podczas
polowania…. na gołębie…., a tutaj ? Mam za długie nogi, przez które moja
głowa wystaje nawet z pod wysokiej trawy. Nie biorąc pod uwagę mój
długi ogon, który żyje własnym życiem i wznosi się w górze jak
chorągiewka powiewająca na wietrze. Po tej leśnej, długiej tułaczce
doszedłem do jakiejś polany. Pasły się na niej sarny z młodymi. Jednak
ja nie miałem szansy na nie zapolować. Niby była tam wysoka trawa, ale….

…jak już wcześniej wspomniałem, nie mogę się w niej ukryć i podkraść się
do zwierzyny. Moja grzywa wystawała wysoko nad trawę i szybko
wypłoszyła sarny. No trudno…. Tylko ja mogę mieć takiego pecha. Jak
zawsze muszę mieć pod górę, ale się do tego już jakiś czas temu
przyzwyczaiłem. Poszedłem dalej przez polanę, lekko schylając łeb. Nagle
usłyszałem cichy szelest w niewielkiej odległości ode mnie. Szybko się
wyprostowałem i podniosłem głowę wysoko, aby dostrzec kto się skrada.
Jednak zanim się obejrzałem, to już leżałem na ziemi. Szybko na to
zareagowałem i szybko owinąłem ogonem pętle wokół szyi napastnika.
Zdoiłem z siebie wilka i wstałem otrzepując się z kurzu. Popatrzyłem
się od razu w stronę wilka…, a raczej wilczycy. Rozluźniłem swój ogon i
pozwoliłem się waderze wyplątać z mojego uścisku.
- Jak chciałaś być nade mną, to wystarczyło poprosić… a nie od razu
rzucać mnie na ziemię. – Przyznałem złośliwie uśmiechając się pod nosem.
Hmmm…. Michelle ? xp
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz